Po przerwie

Dwa miesiące milczenia. Cóż, chyba odwykłam od pisania. Ewentualnie nic godnego uwagi się u mnie nie dzieje. A może mam tyle zajęć, że na pisanie zwyczajnie nie znajduję już czasu? Sama nie wiem. ;)

Nowy rok zaczęłam bez postanowień, ale za to konsekwentnie je realizuję. ;))))) 

Od ponad 2 tygodni codziennie albo spaceruję z kijkami, albo biegam... po schodach, a dzięki nowemu telefonowi, specjalnej opasce i wadze oraz odpowiedniej aplikacji "liczę" kroki, ilość spalonych kalorii, itp. Wreszcie czuję się zmotywowana do wysiłku i ruchu jako takiego. ;) Nastrój też mam zdecydowanie lepszy. Tkanka tłuszczowa powoli maleje, waga także, a i kondycja wydaje się być coraz lepsza. Same plusy. :) Mam nadzieję, że samozaparcia wystarczy mi na dłużej. 

Od 1 stycznia za namową kolegi biorę też udział w projekcie fotograficznym, który codziennie "zmusza" mnie do zrobienia przynajmniej jednego zdjęcia. Lubię to. Fotografowanie naprawdę mnie odpręża. Nie twierdzę, że jestem specjalistką w tej dziedzinie, ale nie we wszystkim muszę być perfekcjonistką, prawda? ;)

Dziś natomiast kupiłam piękny zeszyt. Pomyślałam, że może wrócę do zarzuconej wiele lat temu pasji pisania? Nie była to poezja wysokich lotów, ale lubiłam to robić. Być może jeszcze kiedyś wydam tomik swoich utworów? ;)))) Może z okazji czterdziestych urodzin? Ot, czterdzieści wierszy na czterdziestolecie istnienia? ;)))) Proszę o trzymanie kciuków. ;))))

I tylko czytanie mi nie wychodzi, choć kupowanie książek to i owszem. ;) Cóż, widocznie mam teraz taki czas w życiu, któremu do czytania nie po drodze. Póki co w tym roku zapisałam na swej liście tylko dwa utwory. W minionym o tej porze było ich pięć. 

Co jeszcze? Spadł śnieg. Duuuużo śniegu. Potem jednak stopił się, ale od kilku dni znów go przybywa. Jest pięknie! Uwielbiam zimę przede wszystkim dla widoków, ale odgarnianie podwórka również dobrze mi zrobiło. ;) 

W ferie zimowe na jeden dzień wyrwaliśmy się z domu. Przemierzanie górskich szlaków nie należało do najłatwiejszych (szczególnie dla J., który nadal odczuwa skutki październikowego zakażenia), ale sprawiło nam mnóstwo frajdy. Wtedy u nas jeszcze nie było śniegu, więc zimowy klimat wywołał szerokie uśmiechy na naszych twarzach, a aparat i telefon rozgrzały się od wysiłku. ;) My też. ;))))

W styczniu wróciłam też do loków. Na początku czułam się jak Afroamerykanka, ale już trochę przywykłam do bujnej fryzury. Nie pamiętam, kiedy ostatnio miałam tak długie włosy! Na cięcie jednak się nie zdecydowałam. Kiedy mnie nadto drażnią, po prostu spinam je w kucyk i jest dobrze. 

Rodzice i brat- po przebytej chorobie- na szczęście czują się dobrze, choć ich stan daleki jest do tego sprzed zakażenia. Mimo to ciągle dziękuję Bogu, że tak to wszystko się skończyło. 

A cu Was? Nie zapomniałyście o mnie, drogie blogowe Koleżanki? :)

Komentarze

  1. Jak mogłam zapomnieć, no wiesz.
    Gdzieś te fotografie codzienne publikujesz?

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że jesteś! :)
      Zdjęcia publikuję na Instagramie: https://www.instagram.com/i_k1981/
      Nic nadzwyczajnego. Ot, migawki z codzienności.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    2. Zajrzałam. Piękne!:)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Zwiedzam/-y

11 listopada